9/13/2017

Jelly Mask od Bielendy - test żelowych maseczek inspirowanych azjatycką pielęgnacją

Jelly Mask od Bielendy - test żelowych maseczek inspirowanych azjatycką pielęgnacją
Niesamowita moda na azjatycką pielęgnację trwa. Nie da się ukryć, że ja też jej uległam. Przeczytałam już jedną książkę o tej tematyce, a z półki zerka na mnie kolejna. Zdecydowanie staram się wyciągać wszelkie smaczki i zmieniać swoją pielęgnację. Coraz więcej firm wprowadza do swojego asortymentu kosmetyki inspirowane tym nurtem. Najbardziej na czasie firmą kosmetyczną jest Bielenda, która wychwytuje cały czas ciekawe pomysły i wypuszcza nowe kosmetyki. Tym razem mamy nowe maseczki Jelly Mask. W ofercie znajdziemy wersję normalizująco - matującą i nawilżającą.
Jesteście ciekawe mojego pierwszego wrażenia?


Maseczki mają bardzo ciekawą żelową konsystencje, przypominają ścinającą się galaretkę lub gęsty kisiel. Bardzo łatwo się je nakłada, nic nie spływa, później też bardzo łatwo je zmyć.

HydroBooster Jelly Mask to maseczka ultra nawilżająca z jagodami acai, algami koralowymi i wodą różaną. Przeznaczona dla każdego rodzaju cery, w tym również dla wrażliwej.  Jeśli śledzicie mnie na IG i oglądacie moje InstaStories to wiecie, że ostatnio walczyłam z atakiem alergii. U mnie zawsze wygląda to tak samo, czyli zaczerwienienie, wysypka, podrażnienie. Później moja skóra zaczyna się mocno przesuszać i złuszczać. Gdy udało mi się już doprowadzić ją do etapu ostatniego zrobiłam dokładny peeling i dla ukojenia i nawilżenia nałożyłam właśnie tę maskę.
Od razu czuć ukojenie i uspokojenie skóry, jest przyjemnie wyciszona i lekko schłodzona. Relaksu dopełnia bardzo ładny zapach. A jak z działaniem? Maksa bardzo ładnie nawilżyła moją skórę, na noc nie musiałam już nakładać kremu, kolejnego dnia też nie musiałam go nakładać. Nie pojawiły się żadne podrażnienie czy reakcje alergiczne, mimo że moja skóra była bardziej podatna na tego typu zdarzenia. Zdecydowanie zakupię ją ponownie.

MattBooster Jelly Mask to maseczka normalizująco - matująca, z witaminą C, kwasem cytrynowy i olejkiem pomarańczowym. Przeznaczona głównie dla cery mieszanej i tłustej. Maseczka trafiła do mojej siostry. Była bardzo zadowolona z efektu jaki dała. Tak jak różowa wersja, ta również ma bardzo przyjemny zapach. Działała bardzo relaksująco. Skóra po niej była bardzo gładka, miękka i zmatowiona, jednak nie ma mowy tu o żadnym przesuszeniu czy ściągnięciu. Zmatowienie bez problemu utrzymało się nawet następnego dnia. Z racji tego, że maseczka w składzie ma witaminę C i kwas cytrynowy przy regularnym stosowaniu może wpływać na rozjaśnianie przebarwień. Zdecydowanie siostra sięgnie po nią ponownie, ja również na pewno przetestuję ją na własnej skórze.

Podsumowując, jeśli lubicie testować nowości to koniecznie zerknijcie na te maseczki. Ja jestem pewna, że zakupię je ponownie. Efekty mimo tylko jednokrotnego użycia były na prawdę świetne. Sam proces użycia maseczki jest niezwykle przyjemny i działa bardzo relaksująco. Bardzo obiecująco zapowiada się maseczka matująca, która może pomóc przy rozjaśnieniu blizn potrądzikowych i przebarwień. Na pewno z siostrą przetestujemy i za kilka miesięcy damy Wam znać, czy to działa.

Znacie  te maseczki? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jak je oceniacie i czy u Was też się sprawdziły :* Czy inspirujecie się azjatycką pielęgnacją, wprowadzacie jakieś jej elementy do swoich codziennych rytuałów?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach (każdy z Was może napisać komentarz).

Buziaki!!!
Pozytywna28

9/11/2017

Zapomniana pasja - powrót do fotografii

Zapomniana pasja - powrót do fotografii
Dzisiaj przychodzę do Was z postem bardzo luźnym, lekkim i przyjemnym. Opowiem Wam o mojej pasji jaką jest fotografia.
Zajawka na fotografię pojawiła się w moim życiu jakieś chyba 6-7lat temu. Zaczynałam od najprostszej małpki, podstawowego kompaktu. Robiłam zdjęcia wszystkiemu i wszystkim. Umawiałam się z koleżankami na sesje zdjęciowe. Gdy na 18 urodziny dostałam lustrzankę wszystko nabrało nowych barw, stało się piękniejsze. Pasją postanowiłam zarazić mojego chłopaka. Nasze randki to były plenery fotograficzne.
Co zabawne mieliśmy nawet kiedyś fotograficznego bloga, ale zaczęły się studia i zabrakło czasu. Wtedy też powstał właśnie ten blog. Na początku był tylko lifestyle, trochę kosmetyków. Gdy postanowiłam zabrać się za modę na nowo rozbudziłam pasję w moim chłopaku. Ale wtedy pasja we mnie lekko usnęła. Zdjęcia na bloga to nie zawsze to, brakowało mi naszych wspólnych spacerów z aparatami. Takim to oto sposobem ostatniej niedzieli zabraliśmy torby ze sprzętem i poszliśmy przypomnieć sobie stare czasy, czyli wakacje 4 lata temu.
To cudowne uczucie dzielić pasję ze swoją ukochaną połówką.

Koniecznie napiszcie jaka jest Wasza pasja i czy dzielicie ją ze swoimi ukochanymi? :* Bo jak widzicie u mnie oprócz blogowania jest też fotografia sama w sobie.
Oto co udało nam się ustrzelić.


9/04/2017

Lato wróć - kobieca stylizacja w czerni

Lato wróć - kobieca stylizacja w czerni

Rozpieszczam Was tymi stylizacjami, ale korzystam póki pogoda pozwala. Dzisiaj zdecydowanie bardziej kobieco i z pazurem. Wiem, że pewnie siedzicie w ciepłych skarpetkach, zawinięte w koc z kubkiem herbaty, ale może tą stylizacją z gołą nogą przywołam jeszcze słońce.

Dajcie znać jak Wam się podobam w takim wydaniu.

Buziaki!!!
Pozytywna28

Co mam na sobie:
Spódnica - River Island
Top - Reserved
Kurtka - Orsay
Torebka - Centrum Chińskie
Szpilki - Centrum Chińskie
Zegarek - rosegal.com
Naszyjnik - bestsilver.pl <KLIK>







Copyright © 2016 Okiem Pozytywnej28 , Blogger