7/12/2017

Spełnione marzenia - stylizacja z ogrodniczkami i Reebokami Club C

Spełnione marzenia - stylizacja z ogrodniczkami i Reebokami Club C
Czasami dopada nas taki mały chciej. Coś gdzieś zobaczymy i zapragniemy. Tak było u mnie. Gdzieś na blogu lub w magazynie zobaczyłam ogrodniczki i mnie dopadło. Bo przecież to takie super. Trochę klimaty dzieciństwa, luz, zabawa, radość, coś z przymrużeniem oka. A ja mam słabość do takich rzeczy, niby klasycznych ale z jakąś nutką zabawy. Szukałam, szukałam i w końcu znalazłam i to nawet na promocji. Nie są do końca idealne, ale uwielbiam je.
Ale to nie koniec historii o marzeniach i chciejstwach. Drugim takim elementem były te buty. Ile ja do nich wzdychałam, to głowa mała.
Jestem ogromną fanką butów Reebok, mam w szafie już 3 pary i coś czuję, że to nie koniec. Jak wiecie zaczynałam od czarnych Classiców, minęło pół roku i zaczął się szał. Co druga dziewczyna na ulicy miała swoje białe Reeboki Classic Leather, ja dumnie pomykałam w czarnych.
Pojawiło się chciejstwo na nowe Reeboki i namierzyłam te cuda. Reeboki Club C 85 NT. Dodatkowo ten kolor i jeszcze radość z tego, że jest ich mało nawet na IG. Udało się je upolować na Zalando, ba nawet na małej promocji. Radość ogromna, ale zimą to raczej w nich nie wyjdę. Czekały w pudełku a ja sobie do nich wzdychałam. No i nadszedł ten cudowny dzień, kiedy to mogę je ubrać i dumnie kroczyć w moich cudownych butach które są wyjątkowe i nawet chyba trochę unikatowe.

Dwa marzenia spełnione i połączone w jednej stylizacji. Czego można więcej chcieć do szczęścia? W moim przypadku jeszcze tylko pasków. I tak oto powstała dzisiejsza stylizacji.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Co mam na sobie:
Ogrodniczki - Reserved
Koszulka - Reserved
Buty - Reebok Club C 85 NT
Okulary - Sinsay

Dajcie znać w komentarzach jak Wam się podoba moja stylizacja :* No i napiszcie jakie Wasze były tego typu chciejstwa :D

Buziaki!!!
Pozytywna28


7/09/2017

Dzień dobry w niedzielę #2 - fotografia, koty, jestem gwiazdą Instagrama i czy zostanę Makeup Artist?

Dzień dobry w niedzielę #2 - fotografia, koty, jestem gwiazdą Instagrama i czy zostanę Makeup Artist?
 
Jak tak patrzę na tę serię, która miała pojawiać się co 2 tygodnie, a minęło już kawał czasu od pierwszego posta to jest mi wstyd i jestem na siebie zła. Czuję, że trochę Was zawiodłam.
Ale nie mogłam wyczuć w 100% klimatu, nie wiedziałam o czym pisać, a jak już wiedziałam o czym pisać to zabrakło czasu. Jak wiecie za mną gorący okres dla studentów jakim jest sesja, teraz mam nadzieję będę mogła nadrobić wszystkie zaległości na blogu.
Będzie dużo fantastycznych postów, bo w mojej głowie aż się roi od pomysłów.

Dzisiaj będzie o wszystkim na luzie. No to zaczynamy.

1. Fotografia analogowa
Jeśli śledzicie mnie na IG to wiecie, że z moim chłopakiem postanowiliśmy uwiecznić tegoroczne wakacje za pomocą fotografii analogowej. Jakiś czas temu udało nam się zakupić starą Minoltę na kliszę + obiektywy. Zakupiliśmy filmy i będziemy działać. Nawet nie wiecie jaką czuję ekscytację, gdy nie mogę od razu sprawdzić efektu na zdjęciach, gdy musimy przemyśleć dokładnie kadry bo każde zdjęcia kosztuje. Niestety zabawa fotografią analogową nie należy do super tanich, bo koszt jednej kliszy to ok. 15zł (mamy na niej 36zdjęć do wykonania) + koszt wywołania zdjęć u fotografa. Jednak magia i ta radość są bezcenne. Cudownie będzie móc oglądać wywołane zdjęcia w albumie. Bo niestety te zrobione lustrzanką tylko zalegają na dysku i jakoś nie możemy zabrać się za ich wywołanie.
A Wy robicie jeszcze zdjęcia aparatami analogowymi czy jednak królują aparaty cyfrowe i lustrzanki? No i czy wywołujecie swoje zdjęcia regularnie czy tak jak u mnie zalegają tylko na dysku?

2. Dom bez kota to głupota
W moim domu, a dokładniej koło domu zawsze było dużo kotów. Za dzieciaka pamiętam, że chyba dobijaliśmy do liczby 6-7 kociaków. Teraz niestety mamy mniej, przez moment został jeden kociak koło domu i jeden który znika na miesiące i wraca tylko do domu na 30min. Dlatego też do naszej kociej rodziny dołączyły słodkie maluszki. Poznajcie czarno-biało-rudą Grażynkę i biało-rudego Edka. Są bardzo ruchliwe i ciekawe świata, powoli zapoznają się z nowym otoczeniem i oczywiście muszą dogadać się z naszą psią księżniczką Lulu.

3. Udostępniona przez Sinsay
Pewnie dla Was to nic wielkiego, ale dla mnie to mały sukces. Gdy działamy w sieci, bardzo miło jest gdy ktoś gdzieś udostępni nasz post, filmik czy zdjęcie na IG. Ogromną radość sprawił mi Sinsay, który na swoim Instagramie udostępnił moje zdjęcie. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że tego typu udostępnień w przyszłości będzie jeszcze więcej.

4. Chyba będę Makeup Artist
Trochę sobie żartuję z tym stwierdzeniem, bo daleko mi do tego. Ale uwielbiam się malować. Ostatnio na IG wrzuciłam Wam moje makijaże i przypadły Wam do gustu. Nie wiem czy jest sens wrzucać tego typu posty na bloga, bo nie pokazuję Wam makijażu krok po kroku. Na pewno na IG będą się pojawiać. Tylko zdecydowanie potrzebuję nowych cieni. Bo w sumie mam same kolory klasyczne typu brązy i kilka błyszczących. Chcę chyba coś bardziej szalonego. Prawdopodobnie skończy się na palecie magnetycznej z Inglota, a cienie wybiorę pewnie trochę z Inglota, trochę z Kobo.
Jeśli podobają Wam się moje makijaże to dajcie znać czy chcecie ich więcej na IG. Jeśli macie jakieś zastrzeżenia i wskazówki, również piszcie, bo warto się uczyć i poprawiać błędy.



Na dzisiaj to już wszystko co dla Was przygotowałam. Mam nadzieję, że dzisiejszy post przypadł Wam do gustu i cały pomysł na tego typu serię. Mam nadzieję, że tego typu posty będą już regularnie pojawiać się na blogu tak jak wcześniej było planowane, czyli co 2 tygodnie.

Wam życzę miłego dnia lub wieczoru w zależności od pory dnia w której czytacie tego posta :*
Buziaki!!!
Pozytywna28

7/08/2017

Czarne kosmetyki do twarzy? - seria Carbo Detox od Bielendy

Czarne kosmetyki do twarzy? - seria Carbo Detox od Bielendy
Kosmetyki z aktywnym węglem zdecydowanie zdominowały półki drogerii i sklepów. Zaczęło się od koreańskich kosmetyków, ale trend ten został podchwycony przez wiele innych koncernów kosmetycznych.
Jedną z pierwszych firm, która wprowadziła tego typu kosmetyki była właśnie Bielenda.
Na początku w ich asortymencie pojawiły się 3 oczyszczające maseczki do wszystkich typów cery.
Teraz mamy do czynienia z całą serią produktów do pielęgnacji cery mieszanej i tłustej.

W skład całej serii wchodzą:
  • Nawilżająco - matujący krem węglowy do twarzy 
  • Oczyszczający żel węglowy do mycia twarzy 
  • Pasta węglowa 3w1 do twarzy
  • Oczyszczające maski węglowe do twarzy dla cery dojrzałej, mieszanej i tłustej oraz dla suchej i wrażliwej
  • Oczyszczająca maska węglowa peel-off
  • Węglowy płyn micelarny do mycia i demakijażu 
  • Węglowy krem micelarny do demakijażu
  • Olejek węglowy pod prysznic
  • Węglowy peeling pod prysznic
  • Odżywka węglowa do włosów
  • Maska węglowa do włosów
  • Szampon węglowy do włosów

Jak widzicie seria Carbo Detox od Bielendy wygląda imponująco, znajdziemy w niej kosmetyki potrzebne do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów.

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją 3 produktów do twarzy. Produkty w głównej mierze były testowane przez moją siostrę, jednak ostatnimi czasy na mojej twarzy rozpętał się mały armagedon, więc i ja przetestowałam produkty.
No to przejdźmy do konkretów.

Zacznijmy od pasty węglowej do twarzy 3w1, a to dlatego że znamy ją najdłużej, z tego względu że od razu gdy seria pojawiła się w eLeclerc moja siostra się na nią skusiła. Pasty używałyśmy na wszystkie 3 możliwe sposoby. Jako pastę do codziennego użytku, czyli delikatnego mycia twarzy. Jako peeling podczas dłuższego masowania wcześniej oczyszczonej skóry, oraz jako maseczkę, którą pozostawiałyśmy na kilka minut. Pasta ma typową dla maseczek i past konsystencję. Kolor szary, przypominający cement. Jest na prawdę świetna i dokładnie oczyszcza skórę. Czuj, że wszystko co złe jest zmyte, może delikatnie ściągać skórę. Jednak to nie jest efekt po którym mamy problemy z poruszaniem twarzą, czy jakimiś podrażnieniami. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że widać oczyszczenie porów i wyciszenie jakiś krostek czy stanów zapalnych. Dla mnie i dla siostry rewelacja. Bardzo lubię stosować ją w szczególności jako maseczkę. Polecam z całego serducha.



Oczyszczający żel węglowy to idealny produkt do użytku codziennego. Fantastycznie oczyszcza, nie czuć podrażnieni, nie ma efektu ściągniętej i aż "piszczącej" skóry. Za to mamy uczucie czystości, miękkości, a cera jest rozjaśniona, wypoczęta i bardzo miękka. Coś co chwyciło mnie za serce, to niesamowity zapach żelu. Kojarz mi się z arbuzem(?). Gdy produkt dostał mi się do oczu nie odczuwałam żadnego pieczenia, czy podrażnienia.

Nawilżająco - matujący krem węglowy do twarzy to produkt który wzbudził we mnie ogromne zaciekawienie. Bo to pierwszy czarny krem do twarzy z jakim miałam do czynienia. Zacznijmy jednak od działania. Krem faktycznie nawilża, ale też utrzymuje delikatne zmatowienie. To już trzecie krem do twarzy od Bielendy który fantastycznie spisywał się pod makijażem. Podkład pięknie się rozprowadzał na nim, nic się nie ważyło, nie wycierało. To zdecydowanie ogromny plus kremów od Bielendy. Jednak jak zobaczycie poniżej krem jest czarny, a raczej ciemno szary. Producent obiecuje, że wchłania się w 100%. Jak jest na prawdę? Niestety krem delikatnie brudzi. Nadaje naszej skórze szary, ziemisty odcień. Pod lepiej kryjące podkłady takie jak Catrcie All Matt Plus, czy Pierre Rene Skin Balance sprawdza się świetnie. Nic nie przebija, szarość jest niewidoczna, więc bez problemu moja siostra używa go na dzień. Ja jednak z racji, że posiadam już lekko ziemistą cerę nakładałam krem na noc. Dzięki niemu udało mi się załagodzić wypryski i inne podrażnienia związane z pogorszeniem mojej skóry. Po nałożeniu kremu czujemy ukojenie, skóra się wycisza, jest nawilżona, no i ten cudowny zapach, taki sam jak w przypadku żelu.

Poniżej zamieszczam Wam jak prezentują się produkty na dłoni.
Od lewej: krem, pasta i żel.

Jak zawsze nie wypowiadam się na temat składów kosmetyków, z tego względu że nie na tym nie znam. Nie czuję się kompetentną osobą, aby wypowiadać się na ten temat. Po sprawdzeniu produktów w aplikacji Cosmetics Scan mogę Wam jedynie powiedzieć, że część produktów jest o świetnym składzie, z innymi jest trochę gorzej. Najlepiej wygląda żel do mycia twarzy.

Podsumowując, seria ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że produkty będą bardzo ostre i nie sprawdzą się przy mojej dość wrażliwej skórze.  Jeśli borykacie się z drobnymi problemami skórnymi, albo wasza skóra się przetłuszcza to ta seria na lato będzie idealna.

Jedyny minus jaki znalazłam w tych produktach, ale jednocześnie jest to coś co je wyróżnia to właśnie czarny kolor. Krem delikatnie barwi skórę na szaro, zaś pasta i żel potrafią narobić bałaganu w łazience. Jednak przy tak fajnym działaniu taka mała wada jest niczym.

Jeśli znacie tę serię Carbo Detox od Bielendy to koniecznie dajcie znać jak się u Was sprawdziła i który kosmetyk w szczególności chwycił Was za serce. Je chyba wybieram pastę, bo jest bardzo uniwersalnym produktem i bardzo lubię stosować ją jako maskę, dlatego też cieszę się że mamy aż 2 tubki.

Buziaki!!!
Pozytywna28

Copyright © 2016 Okiem Pozytywnej28 , Blogger