8/16/2017

Modna casualowa elegancja - stylizacja z bonprix.pl

Modna casualowa elegancja - stylizacja z bonprix.pl
Dzisiaj mam dla Was stylizację lekko elegancką, ale nie do końca. Nadal jest trochę na luzie i modnie. Myślę, że stylizacja nadaje się na zbliżające się wielkimi krokami rozpoczęcie roku szkolnego czy akademickiego. Bardzo fajnie też sprawdzi się na randkę, czy rodzinny obiad. 
Mogłabym wymieniać jeszcze wiele takich okazji.

Stylizacja powstała we współpracy ze sklepem Bonprix. Szczerze mówiąc od dawna lubiłam przeglądać ich katalogi. Czasami coś wpadało mi w oko, jednak najczęściej wydawało mi się, że to sklep z ubraniami dla mojej mamy. 
Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam. Po przejrzeniu strony znalazłam mnóstwo cudownych ubrań. Modnych, idealnie wpisujących się w mój styl. Jestem pewna, że każda z Was znajdzie tam cudowne perełki. Mimo, że to zakupy przez internet to jestem pewna, że nie będziecie miały problemów z doborem rozmiaru bo tabele są bardzo dokładnie rozpisane. 
Ubrania na żywo wyglądają jeszcze lepiej niż na stronie, przesyłka ekspresowa, wszystko pięknie zapakowane. Jak dla mnie bomba.
No i właśnie z listy zakupów skreśliłam czarną marynarkę i małą czarną torebkę, a dodatkowo mam przecudowne spodnie z haftem i białą koszulkę która zawsze się przyda. 

No dobrze, wróćmy do stylizacji.
Poniżej znajdziecie ubrania które wykorzystałam do stylizacji
Naszyjnik - bestsilver.pl 
Zegarek - rosegal.com 
Pierścionek - YES
Buty - Ambra 

Koniecznie dajcie znać jak Wam się podoba moja dzisiejsza stylizacja. 
Co sądzicie o sklepie Bonprix?

Buziaki!!!
Pozytywna28





8/10/2017

Czy przekonałam się do codziennego nakładania masła do ciała? - Bielenda Vegan friendly shea body butter karite

Czy przekonałam się do codziennego nakładania masła do ciała? - Bielenda Vegan friendly shea body butter karite
Muszę Wam zdradzić mały sekret. Powinnam go raczej ukrywać i się wstydzić, ale znamy się już dosyć długo. Prawda jest taka, że bardzo nie lubię nakładać balsamów, mleczek czy innych produktów na ciało. Nie lubię tego, że się lepię, że ubrania się do mnie przyklejają. No i chodzę taka przesuszona, podrażniona, ech...
Coś mnie tknęło w Rossmannie i postanowiłam kupić jakieś masło do ciała. Moim oczom ukazała się Bielenda z którą mamy świetną relację. Nigdy jeszcze mnie nie zawiodła, a wielokrotnie uratowała tyłek.
No to kupiłam.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się pisać recenzji produktu dla Was po zaledwie 4 aplikacjach, ale już wiem co sądzę o tym masełku do ciała Bielenda Vegan friendly shea body butter karite  i jestem pewna, że zdania nie zmienię.

Zacznijmy jednak od małych szczegółów typu obietnice producenta i skład produktu.
To co widzicie powyżej daje Wam do własnej analizy, a ja przechodzę do mojej opinii na temat tego masła.

Tak jak już pisałam Wam na samym wstępie nie lubię nakładać produktów do ciała, bo zazwyczaj się bardzo kleją. Ale postanowiłam zaryzykować, bo brakowało mi nawilżenia.
Na masło to skusiłam się, bo bardzo lubię Bielende, dodatkowo w Rossmannie możecie je znaleźć na promocji (11,99zł).
Oczywiście jak to ja, nie doczytałam i chwyciłam masło z myślą, że będzie kokosowe (myślałam, że ten orzech na obrazku to kokos). Zapach po otwarciu okazał się jednak równie przyjemny. Masło jest dosyć kremowe o bardzo fajnej treściwej konsystencji. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że będzie to kolejny tłusty i lepki produkt. Ale na szczęście tak nie jest.
Masełko po nałożeniu nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy, przepięknie się wchłania. Nie ma problemu z przyklejaniem się ubrań czy pościeli.
A jak z działaniem?
Ja jestem zachwycona. Masło to tak pozytywnie mnie zaskoczyło, że już po zaledwie 4 aplikacjach mogę Wam śmiało je polecić. Skóra jest odżywiona i widocznie nawilżona. Wygląda zdrowiej.
No a ja od dnia zakupu używam go regularnie każdego wieczoru i wydaje mi się, że to musi coś znaczyć.
Bardzo się cieszę, że skusiłam się na ten produkt i jestem pewna że zakupię kolejne opakowanie.

Piszcie w komentarzach jakie są Wasze ulubione balsamy lub masła do ciała :* A jeśli znacie
masełko do ciała od Bielendy Vegan Friendly shea body butter karite to koniecznie dajcie znać jak się u Was sprawdziło.

Buziaki!!!
Pozytywna28

8/07/2017

Bubel kosmetyczny, który pokochałam - róż Ecstasy nr. 3 od Wibo

Bubel kosmetyczny, który pokochałam - róż Ecstasy nr. 3 od Wibo

Dzisiaj ma dla Was recenzję produktu z którym miałam bardzo dziwną relację. A mianowicie od małego zachwytu, przez obojętność i traktowanie go jako bubel aż do miłości, zachwytu i określenia go jako ulubieniec lata.
Mowa będzie o różu do policzków Ecstasy od Wibo o nr. 3.



Na ten róż skusiłam się na ostatniej promocji -49% w Rossmann, a to dlatego, że jedna z Was polecała go na swoim IG. Oczywiście jak to ja, podczas zakupów pomyliłam numerki produktów i zamiast polecanego nr. 2 zakupiłam nr. 3.

Po otwarciu go kolor odrobinę mnie przeraził. Zazwyczaj jednak sięgałam po typowo różowe róże do policzków.
Ten ma bardzo nietypowy kolor, lekko pomarańczowo - czerwony, kojarzy mi się z cegłą. Koloru się lekko przestraszyłam, ale postanowiłam wypróbować.

O dziwo okazało się, że całkiem ładnie wygląda, ale w innym miejscu pojawiły się schody.
Róż jest niesamowicie na pigmentowany co powinno mnie cieszyć, ale niestety na policzkach za każdym razem robiłam sobie straszne plamy. No i już planowałam napisać post o tym, jaki ten róż jest beznadziejny i żebyście go omijały szerokim łukiem.

No ale postanowiłam jeszcze z nim powalczyć i jakoś pokombinować z aplikacją. Obecnie nakładam go tak, że lekko dotykam pędzlem różu i nadmiar delikatnie otrzepuję "wycierając" włosie o rękę. A później delikatnie nakładam pozostałości na policzki. Wtedy róż pięknie się rozciera, nie tworzą się plamy, a pigment jest taki jak trzeba. Dla mnie rewelacja.

Jedyny minus który możemy zauważyć w w produkcie to drobinki, jednak na policzkach nie zauważyłam aby pojawił się jakiś nachalny błysk czy brokat.

Podsumowując bardzo serdecznie Wam polecam ten róż, idealnie ten kolor sprawdzi się latem i jesienią gdy nasza skóra jest lekko muśnięta słońcem.
No i pamiętajcie aby nigdy nie skreślać za szybko produktów, warto je przetestować na różne sposoby.

Znacie róż Ecstasy od Wibo? Jeśli tak, to napiszcie mi w komentarzu jaki posiadacie kolorek i jaka jest Wasza opinia na jego temat :*

Buziaki!!!
Pozytywna28


8/02/2017

Summer vibes - produkty do opalania i po opalaniu Bielenda Bikini

Summer vibes - produkty do opalania i po opalaniu Bielenda Bikini
Wakacje to idealna pora na opalanie się, chociaż obecnie nawiedziły nas istne tropiki i musimy uważać na palące słońce cały czas. Ja fanką opalania się leżąc na plaży nie jestem, czasami złapię jakąś opaleniznę przypadkowo albo staram się lekko opalić nogi. 
Niestety moja skóra ramion, dekoltu i pleców nie najlepiej reaguje na słońce. Podrażnia się, pojawiają się swędzące krostki. Dlatego też wszystkie produkty z filtrem są dla mnie na wagę złota. 
W tym roku o moją skórę dba seria kosmetyków Bielenda Bikini. 
Nie będę ukrywać, że polubiłam się z wieloma kosmetykami Bielendy i często sięgam po ich produkty. 
Sezon na opalanie w pełni, na pewno jeszcze wiele z Was jest przed urlopem więc moja recenzja może Wam się przydać.

Z produktów do opalania mam kakaowe mleczko do opalania SPF30 i kakaowy olejek do opalania SPF6. Producent zapowiada, że produkty są wodoodporne i chloroodporne, zaś mleczko dodatkowo piaskoodporne. Produkty te mają chronić nas przed promieniami słonecznymi, ale dodatkowo wspomagają opalanie i poprawiają koloryt. 

Kakaowego mleczka do opalania używam na codzień na ramiona i dekolt, zachwyciło mnie na początku swoim zapachem. Słodki, ale nie jest mocno nachalny. Tego typu produkty mają to do siebie, że najczęściej są bardzo tłuste i klejące. Osobiście nie lubię tego uczucia, bo sam upał powoduje że człowiek się klei. To mleczko pozostawia bardzo przyjemną powłokę na skórze. Nie czuć lepkości, nie pozostawia tłustego filmu, ale czuć nawilżenie i miękkość skóry. Jestem oczarowana. Testowałam już produkty innych firm, jedne były mniej, drugie bardziej tłuste, ale to mleczko na chwilę obecną mogę ocenić jako mój nr. 1. Co do poprawy kolorytu ciężko mi go ocenić, bo raczej się nie opalam.

Kakaowy olejek do opalania to świetny produkt, wspomagająco opalanie, a przy tym bardzo bezpieczny. Czasami słyszymy jak kobiety przyśpieszają opaleniznę używając oleju spożywczego do opalania czy innych oliwek. Szczerze mówiąc, bałabym się. Wiem, że ten produkt pomoże podczas opalania, ale dodatkowo zapewnia mi chociaż małą ochronę przed promieniowaniem słonecznym. Olejek bardzo łatwo się nakłada, po nałożeniu nasza skóra jest bardzo miękka, szybko się wchłania, dzięki czemu nie czuć tej tłustej i klejącej powłoki. Kolejny strzał w dziesiątkę. 
Jeśli znacie podobny produkt z Ziaji, ale nie lubicie mocnego przetłuszczenia i lepkości to zdecydowanie polecam olejek z Bielendy. Uważam, że pod względem formuły jest dużo lepszy.
Porównując zapach produktów do wcześniej wspomnianej Ziaji to jest on bardziej otulający, wręcz kojarzy mi się z jakimś bardziej ekskluzywnym zapachem perfum. Ziaja jak dla mnie to bardzo słodki ulepek, przyprawiający o lekki ból głowy.

Opalanie opalaniem, ale bardzo ważna jest pielęgnacja po opalaniu. Gdy nie zadbamy o to w odpowiedni sposób, bardzo szybko pożegnamy się z naszą opalenizną. W serii Bielenda Bikini możecie znaleźć ochronny balsam po opalaniu i chłodzącą mgiełkę po opalaniu. 

Ochronny balsam po opalaniu z naturalnymi olejkami eterycznymi to idealny produkt, łagodzący i nawilżający. Jak wiemy po opalaniu skóra jest bardziej przesuszona, nawet gdy tego na pierwszy rzut oka nie widać. Warto stosować balsamy po opalaniu aby wyciszyć i nawilżyć skórę, ale też aby utrzymać opaleniznę. Balsam jest na prawdę świetny, od razu czuć ukojenie skóry, nawet gdy tylko lekko złapie na słońce. Produkt bardzo szybko się wchłania. Jedyne co może Wam przeszkadzać to dosyć specyficzny zapach. Producent piszę o zapachu trawy cytrynowej, który wieczorami ma zmniejszyć ryzyko ukąszeń. Mi osobiście kojarzy się jednak z cytrynowym lekiem na przeziębienie typu Gripex. Niestety jest on dosyć intensywny, ale znośny.

Chłodząca mgiełka po opalaniu to idealne rozwiązanie gdy trochę przesadzimy z opalaniem. To taki szybki ratunek i ukojenie. Zawarte w niej humektanty, mentol i miąższ z aloesu mają zapewnić złagodzenie wszystkich podrażnień. Już w samym opakowaniu widać, że produkt jest jakby bardziej treściwy, nie na bazie samej wody. Mgiełka ta sprawdzi się nawet do użytku w domu, gdy dają nam w kość upały. Czuć fajne chłodzenie na ciele. Zapach jest bardzo przyjemny lekko mentolowy. Skóra po jej użyciu jest miękka, jednak bardzo delikatnie lepka. Bardzo fajny produkt, który ratuje w te upały.

Jeśli szukacie produktów do opalania i po opalaniu to serdecznie Wam polecam te z Bielendy. Myślę, że ich ogromnym plusem są opakowanie, które nie zajmą dużo miejsca w torbie. 

Jeśli znacie już produkty Bielendy z serii Bikini to chętnie poznam Waszą opinię na ich temat, Dajcie znać jak się u Was sprawdziły. Jeśli jeszcze ich nie znacie to dajcie znać czy Was zainteresowały i czy skusiłybyście nie na ich zakup. 

Buziaki!!!
Pozytywna28



Copyright © 2016 Okiem Pozytywnej28 , Blogger